„Drogocenny Kamyczek” – o najnowszej książce Jarosława Mikołajewskiego. „Drogocenny Kamyczek”, Jarosław Mikołajewski, il. Anna Mrowiec, Słowne, Warszawa 2002.

„Drogocenny Kamyczek” Jarosława Mikołajewskiego to książka piękna i mądra, dlatego zdobyła wyróżnienie literackie w tegorocznym konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji Ibby. Omawiany utwór zbliżony jest do wyciszonej, subtelnej, ascetycznej poezji. Pisarz stosuje znakomite środki artystyczne, aby uczynić opowieść wielowarstwową interpretacyjnie. Bazuje na dominującej metaforze – linii brzegowej, która nie jest linią demarkacyjną między morzem a plażą. Co więcej, nieustannie się zmienia, gdyż napływające fale unieważniają poprzednie linie. Mała Basia lubi jedną stopę zanurzać w piasku, drugą maczać w morzu, a najbardziej lubi spacery wzdłuż brzegu. Dziewczynka nie identyfikuje się z plażującymi dziećmi, tradycyjne zabawy ją nudzą. Artysta kieruje uwagę czytelnika na empatyczną i wrażliwą Inną, konkretnie Basię, która decyduje się na samotny spacer wzdłuż linii morza. Książeczka ta może fascynować każdego czytelnika, zmienia bowiem nasze świata postrzeganie oraz odczuwanie. Niewątpliwie zachęca do spokojnej wędrówki zwieńczonej spełnieniem.

Spacer wzdłuż morza ma znaczenie katarktyczne. Dzięki niemu Basia znajduje na styku plaży i morza wiele rozmaitych rzeczy. Odgrywają one kluczową rolę zarówno dla znalazcy, jak i dla tych, którzy rzeczy te zagubili, bo szli zbyt szybko, myśląc o stu sprawach, patrząc obsesyjnie w telefon. Czytelnik zdaje się na Basię i zamiast pędu wybiera własną ścieżkę. Śledzi z uwagą co jest przed nim, nad nim, w wodzie i w piasku. Linia brzegowa kumuluje różności wszelakie. Dla powierzchownych ludzi to mało wartościowe rzeczy. Dla Basi najpiękniejsze skarby uchwytne tylko dla wybranych. Tych, którzy widzą, obserwują, myślą i potrafią nadać nietuzinkowym skarbom sens. Książkę tę polecam czytelnikom w każdym wieku. Duzi skorzystają najbardziej, ponieważ potrzebują, przeżyć i zobaczyć to, co intuicyjnie odkryła Basia. Być może docenią wówczas moc kojącej wędrówki, a zwykłe rzeczy, które, jak mówi Basia: „ […] przyniosło mi morze, a dał mi brzeg” [DK], potraktują w duchu dziecięcym jako skarby przeznaczone dla duszy i zakotwiczone w pamięci. Utwór Mikołajewskiego jest familijną przypowieścią. Dzieci z radością dotrą do kolejnych jej den. Odkryją także, że lektura koi zmysły, zachęca do refleksji, pozwala przystanąć, odetchnąć, nadać znaczenie znalezionemu skarbowi, który w końcu zyskuje wartość nie lada, bo wspomnieniową, sentymentalną. Czy nie z takich właśnie magicznych chwil powinno być utkane dzieciństwo, by móc pięknie do niego wracać w dorosłości?

Katarzyna Slany